Słyszałem ostatnio opinię o
chrześcijańskim Bogu wyrażoną przez miłośnika wschodnich filozofii, w
której zawierało się stwierdzenie, że Bóg nie jest miłością. Nie może
nią być ponieważ wówczas nie byłby sprawiedliwy. Zdziwiło mnie to
stwierdzenie. Myślałem nad nim jakiś czas aby móc sobie i innym
wytłumaczyć jak to jest.
Ptak jest szczęśliwy, kiedy lata. Gdy spojrzymy na takiego orła czy
sokoła, bez większych trudności odgadujemy, że w powietrzu odnajduje
poczucie wolności i że w związku z tym został stworzony do latania.
Zamknięty w klatce, nie będzie szczęśliwy, nie będzie czół się wolny.
Poczucie wyzwolenia daje mu możliwość latania i to, że może szybować w
powietrzu jest sprawiedliwe, ponieważ istota stworzona do latania
powinna móc robić to bez ograniczeń.
A co z ludźmi? Po co my zostaliśmy stworzeni? Odpowiedź jest prosta - do
kochania. Uczucie tego, że jesteśmy kochani przynosi nam poczucie
wyzwolenia, wolności oraz szczęścia bo są to uczucia nierozerwalne.
Chcesz być wolnym? Kochaj i daj się kochać. To zaś, że czujemy się
kochani, nie tylko jest właściwe, ale i sprawiedliwe, skoro do tego
zostaliśmy stworzeni. Jesteśmy bowiem jak naczynia, które powinny zostać
wypełnione miłością. I to, że Bóg jako źródło miłości stara się nas nią
wypełnić, jest najsprawiedliwszą rzeczą na świecie. Dlatego możemy o
Nim śmiało powiedzieć, że jest miłością i że jest sprawiedliwy.
Moim celem jest miłość. Doskonalić się w niej, na wzór Jezusa, który nauczał o niej całe swoje życie. Nauczał nie tylko słowem ale i przykładem. Żadnego ze słów nie rzucił na wiatr - wszystko miało sens i było wartościowe. Do tego podparte przez przykład płynący z jego własnego życia. Miłość, która wiedzie na krzyż.
Ile taka miłość kosztuje? Wszystko co masz. A ile jest warta? W oczach ludzi niewiele, ale wszystko zależy od tego z kim rozmawiasz. Dla jednych jest frajerstwem i marnowaniem życia. Dla innych największym błogosławieństwem. Co najgorsze, ludzie tracą wiarę w taką miłość. Oddanie, zapominanie o sobie, poświęcenie i kochanie to dla wielu ludzi abstrakcja. Wyzwanie jakie stawia przed nimi miłość, jest zbyt wielkie aby byli wstanie je ogarnąć. Tym bardziej gdy powie im się, że miłość to przykazanie i każdy ma obowiązek kochać. Prawda jest taka, że każdy chce być kochany. Jednocześnie wszyscy uciekają od obowiązku kochania. Łatwo się ucieka od trudnej prawdy.
Łudzimy się twierdząc, że da się żyć nie kochając. Ale powoli stajemy się mistrzami w "nie kochaniu". Trzeba tylko kilku regulacji społecznych, aby nauczyć ludzi co wolno a czego nie wolno. Nie wolno kraść, zabijać, przeklinać, oszukiwać i wyzywać ludzi. Nie wolno tego i tamtego. Nie wolno, nie wolno, nie wolno. Zabawna jest ludzka pomysłowość jeśli chodzi o obchodzenie przykazania miłości. Najpierw istniało tylko ono, przykazanie zamknięte w jednym słowie: "KOCHAJ". Dla nas okazał się za trudne. Więc Bóg je opisał za pomocą dziesięciu innych, drobniejszych przykazań. Ale dla nas ciągle jest to za trudne, więc zrezygnowaliśmy z kochania, zastępując je swoimi przepisami: kodeks karny, kodeks rodzinny, kodeks postępowania administracyjnego, kodeks, kodeks, ustawa, ustawa, kodeks, rozporządzenie i jeszcze jedna ustawa... Po co to wszystko? Nie prościej nauczyć się kochać? Nie prościej zrozumieć, że kochając drugiego człowieka nigdy nie wyrządzisz mu krzywdy?
Oczywiście kochanie nie jet takie proste. To nie tylko uczucie, ale i działanie. Kochać też trzeba umieć. A proces nauki jest długi i trudny. Są jednak nauczyciele pokroju Jezusa, którzy wiedzą z czym miłość się je. I - dzięki Bogu - ich wiedza nigdy nie była płatna. Można się tego nauczyć. I na pewno jest to prostsze niż wkucie na pamięć całego prawodawstwa i zastosowanie się do niego.
Świat staje na głowie, jeśli chodzi o miłość. Już nie jest ona kojarzona z oddaniem, poświęceniem, troską. Jest kojarzona z seksem, muzyką pop i młodzieńczym uczuciem, które doprowadza do euforii jak jakiś narkotyk. Miłość to coś więcej niż zakochanie. Nie można jej traktować jak produktu handlowego kojarzonego z ludzką seksualnością. To jest patologia. I to najgorsza jaką ludzie wymyślili. Degradacja i dewaluacja tego, co w tym świecie jest najbardziej wartościowe i najpiękniejsze. Nie dajcie się w to wciągnąć! Tylko Bóg wie czym jest miłość. Tylko Biblia odkrywa całą prawdę na jej temat.
Ćwicz się w miłości. Nie pozwól aby prawda o niej została zapomniana, by uległo zdewaluowaniu wszystko, co wiemy na jej temat. Usiądź do Biblii, poczytaj trochę. Może się okaże, że to wcale nie taka zła lektura. Może cię czegoś nauczy. Może poczytasz coś o Jezusie, odkryjesz jaki był i co nam zostawił. Może nawet dojdziesz do wniosku, że faktycznie był ucieleśnieniem miłości i najdoskonalszym wzorem pośród wzorów. Jeśli wierzysz, że miłość może być odpowiedzią na problemy, z którymi się borykasz w swoim życiu, nie pozwól sobie przysłonić prawdy. Szukaj miłości. Uczyń ją celem swojego życia, swoim stylem! Zrobisz coś szalonego, coś trudnego i niepopularnego. Ale gwarantuję ci, że w krótkim czasie poczujesz się wolny. I odnajdziesz swoje miejsce. Swój dom.
Zespół Underoath... każde słowo tej piosenki krzyczy.
Zmiany, zmiany, zmiany. Ale na lepsze. Moje życie przyspiesza, nabiera obrotów i staje się... ekscytujące do granic komfortu. Aż zaczynam się obawiać co z tego będzie. Ale zawsze marzyłem o tego typu zmianach. I teraz przechodzi mnie po plecach taki przyjemny dreszczyk na samą myśl o tym, co się dzieje.
Zaręczyłem się. Z tą samą Kinią o której zacząłem pisać posty rok temu. I dla której stworzyłem blog z wierszami... I którą pokochałem. A teraz myślę o działce, budowie domu... albo wynajęciu czegoś dla nas. Życie stało się szybkie. Czasem mam wątpliwości czy to dobrze. Aczkolwiek nie mam zamiaru się zatrzymywać. Dłużej nie będę czekał.
Dorosłem. Jestem młodym, dorosłym człowiekiem. Jak to śpiewają w jednej z moich ulubionych piosenek, zostało mi najwyżej 650 000 godzin życia. Nie miałem tyle szczęścia żeby umrzeć (to w dalszym ciągu tekst piosenki:D). I teraz moje życie musi się zacząć na całego albo stracę je. Każda godzina jest ważna... w końcu wcale nie mam ich tak wiele. Więc będę walczył o swoje szczęście.
Jestem pełen obaw, i przyjemnego podniecenia. I teraz oddaję swoje działania w ręce Boga. Z Nim wszystko się uda. A na zakończenie, wstawiona z YouTube piosenka.
Pamiętaj... jeśli już skończyłeś się uczyć i stanąłeś na progu dorosłości, to zostało ci najwyżej 650 000 godzin.
Po raz kolejny zakochałem się w ludzkości. Uczucia, takie świeże, pełne zrozumienia i miłości, wracają do mnie w ostatnich dniach... i bardzo mnie to cieszy.
Pamiętam że pierwszy raz mnie to spotkało gdy pracowałem z dziećmi z Otwocka. Z pierwszą grupą, ze starej świetlicy. Wracaliśmy ze spaceru nad świdrem i w jednej chwili poczułem jak wylewa się o mnie troska o te dzieci. Troska połączona z miłością i odpowiedzialnością. Ciężko opisać tą mieszankę... wiem że było to na maksa pozytywne uczucie. Długo mnie nie opuszczało.
Kiedyś podczas półkolonii w Klubie Smok, wracałem z kilkoma dziewczynami z obiadu. Reszta grupy wróciła wcześniej, my zostaliśmy z tyłu. To było pod koniec półkolonii, zdążyłem się zżyć z dzieciakami a one zdążyły mnie polubić. Bawiły się i hasały wokół mnie rozsypując świeżo zerwane liście i kwiaty pod moje nogi. Czułem się głupio... naprawdę głupio. A zarazem próbowałem zrozumieć że one w ten sposób okazują swoją sympatię i wdzięczność za opiekę. Całe dwa tygodnie przychodziłem na te półkolonie pełen miłości i troski. Wylewałem ją codziennie na dzieciaki wychodząc z założenia że przyszedłem aby im służyć. Myślę że dlatego dzieciaki nie miały problemów z polubieniem mnie.
Dziwne to. Gdy dzieci chcą okazać szacunek dorosłemu, zapraszają go do zabawy, chcą z nim przebywać. Gdy dorośli dorosłemu okazują szacunek, schodzą mu z drogi.
Czasem to co uda nam się wypracować nagle znika. Czasem przeżywamy kryzys, wypalamy się w naszej pracy i służbie. Czasem potrzebujemy być wyraźnie nagrodzeni za nasz wysiłek inaczej ciężko nam dalej działać. Ucieka gdzieś to, czego zdążyliśmy się nauczyć.
Ale do mnie to wróciło. Po bardzo długiej przerwie. Gdy stałem w centrum Warszawy, pod rotundą i czekałem na spotkanie z moja ukochaną, poczułem jak ogarnia mnie to uczucie. Patrzyłem na ludzi dookoła i podziwiałem ich. Pani w kolorowej czapce, długowłosy metal ze szpiczastą brudką, brudny mężczyzna z przymglonym wzrokiem, dziewczyna w spódnicy... wszyscy wydali mi się tacy ważni, potrzebni. Poczułem się za nich odpowiedzialny. Poczułem jak ogarnia mnie miłość i troska i ich szczęście. I zaraz potem przyszła myśl że tak niewiele mogę zrobić. Przecież mógłbym stać cały tydzień pod rotundą, po 24h na dobę i nie zobaczyłbym dwa razy tej samej twarzy! Ludzi jest tak wielu! A mi Bóg wyraźnie kładzie na sercu abym czuł się za nich odpowiedzialny. Co najgorsze – podoba mi się ten pomysł.
Będę odpowiedzialny. Będę kochał. Jeszcze nie jestem pewien jak się do tego zabiorę, ale będę ich kochał.
A teraz pogadajmy o miłości... Że co... że znowu? To ważny temat. Trzeba go na co dzień odświeżać, odnawiać. Tak aby mieć codziennie nowe spojrzenie na świat... spojrzenie które jednocześnie jest miłością i które szuka miłości.
Ktoś ostatnio zmarł... dwie osoby... ten post jest dedykowany trójce braci, którzy już dawno temu stracili ojca. A w ostatnich dniach przyjaciela i opiekuna w jednej osobie oraz mamę. Chłopaki nie płaczą... dobry żart... czasem trzeba.
Czasem trudno zrozumieć czym jest miłość. Mówimy o niej: zakochanie to miłość. Albo w ostatnim czasie: seks to miłość. To jest tak WIEEELKIE nieporozumienie... Nie zrozumiesz czym jest miłość gdy będziesz myślał takimi kategoriami. A miłość tak naprawdę to... to moc, która sprawia że czasem płaczemy. Nawet ci najtwardsi płaczą jeśli kochają. A gdy płaczemy, to przez te łzy potrafimy dostrzec że miłość jest w nas. Chociaż czasem ją tłumimy, mówimy sobie: miłość jest dla słabeuszy... ja nie kocham. Jeśli płaczesz to kochasz. To dobry wyznacznik chociaż może nie najprzyjemniejszy.
A co do śmierci... to z nią jest tak jakby ktoś zawiesił zasłonę. I wiesz że jeśli przejdziesz na tamtą stronę, to już nie wrócisz. Jak ktoś tam przejdzie to już go nie zobaczysz ani nie usłyszysz. Ale nie jest końcem. Za zasłoną coś jest! Inaczej musiałaby to być przepaść a nie zasłona. I nic się nie przedostanie przez tą zasłonę... ani w jedną ani w drugą stronę! Nic!
Tylko miłość. Tylko ona potrafi ją rozedrzeć! Przejść na drugą stronę przenosząc tam naszą tęsknotę, rodząc wiarę że tam jest już tylko lepiej... Więc kochajcie! Przedzierajcie się na tamtą stronę we łzach i tęsknocie i patrzcie jak miłość rośnie w was! Zrozumcie jak jest ważna i chłońcie ją! A potem, gdy odczujecie pocieszenie, zapamiętajcie tą miłość. I dajcie ją innym póki jesteście po tej stronie zasłony. Może waszym najbliższym... może jakimś nieznanym dzieciom, które codziennie wygrzebują ze śmietnika kubki z KFC na darmowy napój... może starszej pani, której jest teraz zimno (ciężką mamy zimę, prawda?) a wam się akurat ostało 50 zeta na kurtkę z secondhandu... nie bójcie się kochać...
Bo miłość się przedrze przez każdą zasłonę... nie tylko bólu, biedy czy samotności... ale nawet przez zasłonę śmierci.
Grzesiek, Piotrek, Paweł... trzymajcie się. Modle się za Was.
PS. I wybaczcie mi że tak późno napisałem tego posta. Miałem to zrobić dużo wcześniej... nie mam żadnego usprawiedliwienia dla siebie.
Zaczyna się od niewinnych pomysłów. „Nie podzielę się batonem” albo „To mój samochodzik! Ja będę się nim bawił!”. A z czasem przeradza się w nieumiejętność współżycia z drugim człowiekiem. W pazerność, w brak troski o innych... ech to nasze ego. Jeśli masz wybór, nigdy nie wpuszczaj go do swojego serca. Ono momentalnie spróbuje przejąć nad nim kontrolę aby zamienić je w chłodny głaz. A co gdy to się stanie? Co jeśli pozwolimy aby ego za bardzo rozsiadło się w naszym życiu? Wtedy... cóż. Czeka nasz długa i ciężka walka, jeśli zechcemy się go pozbyć. Warto zacząć od zrozumienia że najlepszą bronią jaką mamy w walce z naszym ego, jest miłość. Miłość rozumiana jako postawa życiowa. Warto ją w sobie obudzić. A potem zacząć od prostych rzeczy. Musimy przestać myśleć wyłącznie o własnym komforcie/bezpieczeństwie... każdy z nas tego pragnie. Warto nie tylko brać to dla siebie, ale jeśli mamy możliwość, to także dawać innym. To nie jest takie trudne. Znajdź wszystkim przyjaciołom miejsce w autobusie, dopiero potem usiądź sam. Stań ostatni w kolejce na stołówce. Podwieź kolegę do domu chociaż ci nie po drodze... Znasz 1 List do Koryntian? Na pewno gdzieś obiło ci się coś o uszy. W jego trzynastym rozdziale znajduje się fragment zwany "hymnem do miłości":
Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym. I choćbym miał dar prorokowania, i znał wszystkie tajemnice, i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże. Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się, nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego, nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy; wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi. Miłość nigdy nie ustaje;
Znasz ten tekst, prawda? Zachęcam cię do eksperymentu. Zamiast słowa „miłość” wstaw swoje imię i przeczytaj ten tekst. Wtedy zobaczysz jak wiele musisz jeszcze zrobić aby udoskonalić swoją miłość. Wyjdzie ci coś w stylu: „Krysia jest cierpliwa, Krysia jest dobrotliwa...”. Sam(a) wiesz czy to prawda czy nie. A potem już wystarczy zaplanować że w tym tygodniu popracuję nad cierpliwością. A w następnym nad zazdrością. W kolejnym jeszcze nad czymś innym. To działa. Wymaga sporo pracy, ale działa.
W miłości nie chodzi o to co czujesz, ale o to co robisz. Wydaje ci się to dziwnym stwierdzeniem? Mi też... ale im częściej je sobie powtarzam, tym bardziej się do niego przekonuje. Nie trzeba się bardzo zagłębiać w naukę Pisma Świętego aby odkryć że Bóg przykazał nam kochać. A przecież nie możemy rozkazać sobie aby obudziły się w nas uczucia? Więc czy miłość to jest uczucie? Być może po części. Ale przyjemne uczucia, które często towarzyszą miłości to tylko mały procent tego, czym jest miłość. I to procent, który nie jest niezbędny do istnienia miłości. A co gorsza, jest on często nietrwały i bywa że z czasem zanika. A gdy kończą się „fajerwerki”, zostaje tylko charakter. Miłość to nie to co czujesz, nie to co pragniesz przeżyć razem z drugą osobą. Miłość to coś więcej. Miłość to zapominanie o sobie dla dobra drugiego człowieka, to wyciąganie go do góry gdy zaczyna spadać, to zaufanie i wiara że uda się wszystko przezwyciężyć. Miłość to postawa, która wymaga od człowieka aby zawsze myślał najpierw o drugiej osobie, potem o sobie samym. Dla jednych tak rozumiana miłość jest czystą, nieosiągalną abstrakcją. Dla innych, bardzo ambitnym wyzwaniem. Dla nielicznych jest sposobem na życie. Trudnym, wymagającym, nie oferującym wiele w zamian... ale jedynie słusznym w oczach Boga.
W języku polskim mówimy niestety „kocham się w kimś”, to znaczy kocham siebie w nim. Tymczasem miłość to właśnie zapominanie o sobie, myśl, że kocha się kogoś (...). Zapomnij że jesteś gdy mówisz że kochasz.
Pewna dziewczynka pomyślała tak: „Skoro Pan Bóg powiedział 'kochaj bliźniego swego', to znaczy że miłość jest nakazem”.
Prawdziwej miłość uczy sam Jezus. Miłość prawdziwa jest bezinteresowna. Rzucam się w paszczę drugich, przekreślam samego siebie, idę na śmierć, dlatego że kocham. Miłość, która jest bólem.
Jeżeli takiej miłości szukamy – szukamy samego Boga.
Co w miłości jest najważniejsze: dawać brać czy przyjmować?
Dawać to znaczy troszczyć się o kogoś, martwić się czy ukochanego czasem brzuch nie boli, smarować komuś bułki grubo masłem (...), szyć mu rękawiczkę po nocach, żeby mu nie zmarzł mały palec u lewej ręki, bo podobno z niego największy zmarźlak.
W miłości prawdziwej trzeba tak umieć dawać, by nie myśleć o sobie samym. Miłość nie rachuje.
Tymczasem kochać – to nie tylko dawać, ale i przyjmować.
Brać – to wybierać, co nam się podoba, nawet siłą.
Przyjmować – to zgadzać się na to co nam dają, bez względu na to, czy nam się to podoba czy nie. Nie myśleć o sobie ale o tym, kto daje, by go nie urazić, choć wręcza na niezręczny prezent.
Kochać to przyjmować wady drugiego człowieka, by go cierpliwością zmienić. Przyjmować tak zwany trudny charakter, choroby, awantury. Tylko ci się ranią, którzy się najbardziej kochają.
Czy naprawdę kocham tego, o którym mówię że go kocham? Bo może bardziej kocham samego siebie? Miłość to nie tylko uczucie, ale ciężka praca, o czym jeszcze nie wiedzą zakochani, którzy szepcą: „moja różo, mój ty szczypiorku zielony”, jakby się uczyli tylko botaniki. Z kolei po latach zagniewani krzyczą: „ty ośle, ty baranie, ty foko”, jakby się uczyli tylko zoologii.
Miłość jest odpowiedzialnością. I czymś więcej niż uczucie. Trzeba jej się stale uczyć, by nie była tylko wzruszeniem, zakochaniem się.
Kochać mądrze człowieka to kochać go po ludzku, uczuciem, całą swoją żywiołowością, ale jednocześnie pamiętać, że ten kochany jest dzieckiem Boga, należy do Boga, który będzie prowadził go drogami jego świętości, grzechu, wiary i niewiary. Nie można go przywłaszczyć dla siebie, on musi mieć swoją samotność.
Trzeba go tak kochać, jak Pan Bóg kocha. Wszelki grzech wobec niego jest grzechem wobec Boga, wobec prawdziwej Miłości. Jak często kaleczymy się bo nie umiemy mądrze kochać.
Miłość jest służbą, ale jeśli jest tylko służbą, to jest jak herbata, z której uciekł aromat.
Z miłością kojarzy się samotność, co jest jedną z jej tajemnic. Człowiek nie może wystarczyć tylko drugiemu człowiekowi, Kiedy kocha, przeżywa samotność. Właśnie samotność w miłości jest miejscem dla Boga.
Miłości zawsze towarzyszy niepokój. (...) Miłość czasem bywa bezradna. Musi oprzeć się na kimś potężniejszym niż człowiek.
Każde głębsze uczucie prowadzi do cierpienia. Miłość bez cierpienia nie jest miłością.
Cierpienie w miłości ma swój sens. Jest jedyną możliwością sprawdzenia miłości. Nieważne jest jak kto cierpiał ale dlaczego cierpiał. Jeżeli cierpiał z miłości do drugiego człowieka, to jego cierpienie jest świadectwem miłości. Potwierdza jego miłość. Prawdziwa miłość szuka trudnych dróg.
Czy umiemy z miłością spojrzeć na tego, kto od nas odchodzi, kto nie chce z nami iść, nie chce nam służyć? Miłosne spojrzenie jest zawsze początkiem nowych cudów.
Kiedy czekamy, tęsknimy, kochamy – ludzka miłość może nas czasem zawieść, a serce „odstraszy kochać”. Tęsknota jednak, potrzeba miłości towarzyszy nam od dzieciństwa do starości. Człowiek stale szuka Boga i niespokojne serce spocznie dopiero w Panu. I w tęsknotę i w miłość wpisana jest samotność (...). Doświadczenia te – będące zawsze próbą wiary – pozwalają odkryć wartość miłości za „Bóg zapłać”, bo wcale nie trzeba czekać aż odpłaci nam człowiek. Płaci Bóg. Miłość za „Bóg zapłać” nie oczekuje ludzkiej wzajemności – oddaje wszystko i liczy na Pana Boga.On widzi i wynagradza to, czego ludzie nie potrafią wynagrodzić.
Dlaczego ktoś mnie nagle lubi?
To Bóg chce przez niego mnie kochać. Nawet nic nie wiedząc, mogę uczestniczyć w jego działaniu.
Dlaczego ja kocham?
To Bóg chce przeze mnie kogoś kochać.
Obym tylko całej tej sprawy Mu nie popsuł.
Najbliżej Bóg kocha ciebie poprzez list serdeczny co doszedł poprzez życzenia na święta poprzez rzeczy tak ważne że się o nich nie pamięta poprzez kogoś kto był przy tobie w grypie poprzez tego co po spowiedzi już nie szczypie poprzez deszcz co ci w uchu zadzwonił poprzez kogoś kto ci się krzywić zabronił poprzez psa co nogi ci lizał przez serce krzyczące z krzyża
Ale nauka, prawda? Grubym tekstem zaznaczyłem to, co szczególnie mnie dotknęło. Tekst z książki: "Elementarz Księdza Twardowskiego", A. Iwanowska, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2007.
Wystrzeliła gdzieś z ponad istnienia i ruszyła w kierunku małego wszechświata. Wkroczyła w niego z niesamowitym impetem oczarowując każdą duszę i istotę, którą spotkała na drodze. Nie było nikogo, kto mógłby jej sprostać lub ją usidlić. Leciała pośród gwiazd i galaktyk promieniując na wszystkie strony mocą, energią i pięknem. Była nie do pokonania. Ona – Niezatrzymywalna Siła.
Wtem, jej uwagę przyciągnął obiekt niewielkich rozmiarów. Błyszczał i świecił, a blask jego był matowy. Jedyny taki, jaki dostrzegła we wszechświecie. Obiekt zafascynował ją do tego stopnia, że postanowiła go poruszyć, przesunąć jak wszystko, co spotykała na swojej drodze. Więc nabrała rozpędu i uderzyła w niego z wielkim impetem. Ale on ani drgnął. On – Nieporuszalny Obiekt.
Paradoks. Walczyli ze sobą przez całe milenia a wynik był nierozstrzygnięty. I nadal tak jest. Mimo tarć, trzasków i iskier, jakie sypią się przy tej walce, nie ma zwycięzcy, bo nie może go być. Ale to jest z korzyścią dla całego wszechświata. Niezatrzymywalna Siła i Nieporuszalny Obiekt trwają przy sobie, walcząc o zwycięstwo i utrzymanie pozycji niepokonanego. Nic już nie zagrozi układom i planetom. Bo dwie największe potęgi nie zrezygnują z tej walki...
– Panie Boże, coś niedobrego dzieje się z Pawłem – powiedział anioł. – Co takiego? – zapytał Pan Bóg. – Czyżby coś cię niepokoiło? – Tak. – Opowiadaj zatem natychmiast! – Zszedłem dziś rano na Ziemię aby obudzić mojego podopiecznego. Opornie mu szło wstawanie. Tak jakby stracił całą energię i chęć do życia pracy dla Ciebie! – Coś takiego... – Ale to jeszcze nic. Po krótkiej modlitwie zaczął się ubierać. Nie wiem o czym myślał, ale przez pomyłkę założył wczorajsze, brudne ubrania. Gdy tylko to POCZÓŁ, zrzucił wszystko z siebie z ogromną złością i ubrał się w świeże ciuchy. – Jakby był rozkojarzony... – Ale to jeszcze nic. Potem zabrał się za codzienną toaletę. Poszedł do łazienki po prostownicę, wosk i grzebień a potem wrócił do lustra. Tyle że przyniósł suszarkę do włosów, maszynkę do golenia i pastę do zębów. – Ja nie mogę... – Wrócił z tym do łazienki, ogolił się, umył, wysuszył a potem złapał się za prostownicę, wosk i grzebień. Na szczęście nie było żadnych wypadków. Nie oparzył się ani nie podrapał. – Uff... – Ale gdy skończył się szykować, poszedł do kuchni aby coś zjeść. I tam to mnie już wmurowało. – Co się stało? – Otworzył lodówkę i szepnął „nie jestem głodny”. A potem ją zamknął. – Żartujesz? – Nie Panie Boże. A przecież on CAŁY tydzień pościł. A teraz nagle nie chciał jeść! Co gorsza zaczął robić sobie herbatę i... – I? – Wyjął dwie szklanki z szafki. Mimo że był w domu sam! Gdy się zorientował, prawie się popłakał. – Ajajaj... – Panie Boże, co się z nim dzieje? Tylko Ty znasz go na tyle dobrze aby wiedzieć. Martwię się o mojego podopiecznego. Pan Bóg milczał przez chwilę. A potem delikatnie się uśmiechnął. – Wygląda na to, że... – Że? – Że Paweł myśli o kimś bardzo intensywnie. I tęskni za kimś. – Czy chcesz powiedzieć że on... że... Uśmiech nie zszedł z twarzy Pana Boga. Odpowiedział po chwili, pełen spokoju i wyraźnie szczęśliwy. – Tak. Zakochał się.
W tłumie staram się być niewidzialny. Dla przyjaciół staram się być cennym kompanem. W ciszy odnajduję odpoczynek. W Bogu - sens życia. W ludziach dostrzegam dobro. A w świecie wiele zła. Uczę się żyć, mimo że czuję się pielgrzymem na ziemi. Jestem kim jestem. Już prawie chwyciłem szczęście za ogon.
Bóg w obozie koncentracyjnym
-
Wiele zarzutów kieruje się pod adresem Boga. Jednym z nich - najczęściej
podnoszonym przez krytyków wiary - jest zarzut dotyczący zła. Przybiera on
różne ...