Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Linux. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Linux. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 26 stycznia 2012

ACTA i wolność


Dziś nie będzie o wierze. Będzie o piractwie, Wolnej Kulturze i wielu innych aspektach związanych z próbami cenzurowania zawartości internetu i inwigilowaniu internautów za pomocą narzędzi jakie dostarcza Anti-Counterfeiting Trade Agreement (w skrócie ACTA).

ACTA jest doskonałym przykładem prawa, na którym zyskają wielkie korporacje a stracą zwykli obywatele. Z jednej strony mamy więc firmy reprezentujące artystów, a z drugiej tak zwanych "piratów". Tych ostatnich często nazywa się bez ogródek "złodziejami" co jest wysoce chamskim określeniem wobec ludzi, których działalność nie ma nic wspólnego z kradzieżą.

Wyobraź sobie, że masz rower. Ja przychodzę do ciebie i zabieram go. Ty tracisz rower, ja go zyskuję. To jest kradzież. Przypuśćmy jednak, że nie zabieram ci roweru tylko wyciągam magiczną różdżkę i celują nią w twój rower. Bucha z niej strumień światła i trafia rower. Potem celuję różdżką ponownie, tym razem na otwartą przestrzeń, robię czary mary i TADAM - pojawia się drugi rower, identyczny jak twój. Tym razem nie tracisz roweru, ja go zyskuję. Więc nie ukradłem ci go. Co więcej, gdybym za pomocą różdżki wytworzył kilkaset rowerów i rozdałbym ubogim dzieciom w mojej dzielnicy, zostałbym uznany za bohatera! Tylko producenci rowerów byliby wściekli bo traciliby klientów. Przykład można uznać za bzdurny bo nie istnieje przecież taka magiczna różdżka, podobnie jak technologia umożliwiająca kopiowanie rowerów.

Ale technologia, która umożliwia kopiowanie dóbr kultury - książek, muzyki, filmów - już istnieje. Nie w smak to koncernom, które bardzo długo zarabiały fortuny na robieniu z kultury przemysłu, "pakowały muzykę do puszek" i sprzedawały jak zwykłą konserwę. Dlatego podnoszą larum aby zabrać ludziom magiczną różdżkę, która daje taką siłę i wolność. Są gotowy wyzywać od złodziejów, piratów, ścigać każdego, kto chociażby dysponuje narzędziem umożliwiającym kopiowanie utworów (to tak jakby ścigać mnie za posiadanie noża kuchennego bo mógłbym kogoś nim zamordować).

Czas otworzyć oczy, drodzy czytelnicy. To nie piraci popełniają zło ściągając i wysyłając pliki. To koncerny i artyści nie umieją się dostosować do rzeczywistości, która zmieniła się raz na zawsze po wynalezieniu internetu. Wpływają na kształt prawa, bo mają kasę. Ich świat obraca się wokół zysków. Ale papka, którą nam serwują - muzyka sprzedawana w mediach, książki wypromowane za kasę - nawet nie ma prawa określać się mianem kultury.

Kultura powinna być wolna. Jeśli chcą mieć ACTA, niech się nim wypchają. Zachęćmy wszystkich muzyków do rezygnacji z komerchy - jeśli są dobrzy dadzą radę zarobić na koncertach. A albumy niech wydają na licencji Creative Commons w serwisie Jamendo. Odinstalujcie wreszcie tego NIE WARTEGO SWOJEJ CENY Windowsa, zainstalujcie sobie Linuxa. Skoro humanista taki jak ja nauczył się go w 2 miesiące, każdy da radę! Wypiszcie się wszyscy ze świata komerchy, pompowanego przez kasę. Nie warty jest on naszego zachodu i nerwów. Jeśli ktoś daje Ci wolność, nie zamieniaj jej na kajdany - NAWET JEŚLI CHCE ZA NIE DOPŁACIĆ!

Zaintrygował cię ten post? Może chcesz poczytać dobrą książkę na temat tego jak wielkie korporacje hamują rozwój kultury i internetu? Możesz śmiało to zrobić nie płacąc ani grosza - ta książka jest darmowa i zawsze darmową pozostanie. Możesz ją skopiować i rozpowszechniać z gwarancją, że nie obudzą cię antyterroryści. Ta książka jest częścią Wolnej Kultury.


Pozdrawiam wszystkich, którzy jeszcze czasem zaglądają na ten blog.

niedziela, 17 października 2010

Pasje

Te wszystkie drobne, wielkie rzeczy, które pozwalają nam stwierdzić: "dalej cieszę się swoim życiem"... jakież one są ważne. A mój blog roi się od wpisów o Bogu, wierze, filozofii, miłości, pracy, studiach. A tak mało piszę o tym, co mnie pasjonuję. Tymczasem moje pasje są... warte kilku słów. Albo i kilkunastu. Zwłaszcza, że często tylko dzięki nim czuję się szczęśliwy. Oto ranking tego, co lubię:

Miejsce 6: Szermierka dawna.
Oj tak... mało kto wie lub pamięta, że to moja pasja. Kocham studiować średniowieczne podręczniki do szermierki (głównie niemieckie w tłumaczeniach na angielski) i ćwiczyć samodzielnie lub z przyjaciółmi walkę na miecze. Mój ulubiony to półtorak (miecz długi, do walki jedną lub dwiema dłońmi), ale chętnie bym się nauczył również walki mieczem jednoręcznym lub tasakiem. Niestety w ostatnim roku miałem niewiele czasu na tą pasję. A szkoda... tęsknię i mam nadzieję, że wreszcie nauczę się wstawać przed 8:00 aby móc ćwiczyć.
Nie mam zbroi w domu, nie jestem członkiem bractwa rycerskiego. Bardziej kocham walkę niż rekonstrukcje historyczne. Chociaż nie ukrywam, że gdybym miał fundusze i czas, chętnie bym się zaangażował w to hobby całym sercem.

Miejsce 5: Rysunek.
Kiedyś uwielbiałem fotografię. Ale okazało się że ta pasja jest zbyt droga. Przerzuciłem się więc na znacznie tańszy rysunek. Nie jestem super profesjonalistą, ale naprawdę lubię tworzyć. Moim ulubionym tematem jest "człowiek" ale nie rysuję ludzi zwyczajnych. Jako wielki fan fantastyki skupiam się raczej na rysowani postaci z baśniowych światów, krain itp. Często są to bohaterowie moich opowiadań i historii... ale o tym za chwilę.

Miejsce 4: Literatura i film z gatunków fantasy oraz science-fiction.
To się u mnie fajnie rozdziela. Jeśli chodzi o fantastykę, kocham czytać książki. Jeśli chodzi o SF, wolę filmy. I na ten przykład jestem wielkim fanem książek C.S. Lewisa, J.R.R. Tolkiena, N. Gaimana oraz A. Sapkowskiego. Natomiast z przyjaciółmi często oglądam filmy. Do moich ulubionych zaliczyłbym serie Star Trek, Terminatora czy takie ciacha jak całkiem niestary Dystrykt 9. Myli się jednak każdy, kto mniema, że wyłącznie czytam i oglądam. Sam bowiem jestem twórcą. Piszę opowiadania i książki... czasem bajki. Wszystkie moje prace są narazie na etapie "nie do druku", ale mam nadzieję to zmienić. obecnie nie mam zbyt wiele czasu aby pisać. Ale jeśli nie uda mi się teraz, będę mógł to robić na emeryturze (za jakieś 40 lat :P). Zawsze to jakieś rozwiązanie...

Miejsce 3: Linux.
Linux z surowym Fluxboxem.
Niektórzy ludzie tego nie rozumieją. jak można siedzieć godzinami przy komputerze i po prostu "dłubać" w systemie, konfigurować go, dobierać lekkie/wypasione programy do systemu... Co to za frajda z posiadania komputera, jeśli się go tylko konfiguruje? Nie tylko. Ja też pracuję, gram, oglądam filmy i słucham muzyki na komputerze. A obok tego UWIELBIAM w systemie grzebać.
Moja narzeczona zajmuje się sztuką decoupage. Polega to na ozdabianiu różnych obiektów (wazonów, drewnianych skrzynek, desek do krojenia, etc.) za pomocą wzorów wyciętych z papieru ryżowego bądź zwykłych serwetek stołowych. Obiekt maluje się farbą akrylową, preparatem do postarzania farby, potem przykleja się wycięty motyw z serwetki i całość maluje kilkoma warstwami lakieru. Efekt pracy potrafi być zniewalający.
Linux z Fluxboxem po moim "tuningu".
A ja mam takiego samego fioła, tylko z systemem. Dostaje surowego Linuxa z menadżerem okien "Fluxbox" i niczym więcej. System wygląda ubogo. A potem zaczyna się "ozdabianie". Ustalam jakich programów potrzebuję i instaluję je prze sieć, pisze własne menu, instaluję program do obsługi tapet, wybieram tapetę pod kolor menu, potem tworzę listę programów uruchamianych automatycznie na starcie systemu, konfiguruję ilość pulpitów, ustalam wygląd dla emulatora terminala, etc... a w międzyczasie poprawiam parametry systemu, aby lepiej funkcjonował. Taki fetysz :-). Całość zajmuje dwa wieczory. A gdy już skończę konfigurację, nie mogę oderwać oczu od dzieła. No sami popatrzcie...

Miejsce 2: Kinia.
Gdy ją poznałem, była zwykłą dziewczyną.  Lubiła chodzić na koncerty, miała nałogi i własny świat. Wierzę jednak, że Bóg położył mi ja na sercu jak pieczęć. Musiałem się o nią modlić. Potem zaczęliśmy spacerować na "Torfy" i dyskutować o życiu Bogu i pasjach. A dalej to już z górki... oglądanie spadających gwiazd, pierwszy pocałunek, spacery w lesie pełnym świetlików, wakacje nad morzem, podziwianie mgły nad jeziorek w czasie deszczu... słowem miłość. I pasja. I przywiązanie. I wszystko, co się za tym kryje. A teraz również poważne plany: narzeczeństwo, ślub, rodzina... Tylko jedna osoba wie co jeszcze ma dla nas życie. A tą osobą jest...

Miejsce 1: Bóg.
To chyba nie wymaga komentarza. zresztą myślę, że wszyscy moi czytelnicy się tego spodziewali.
Kiedyś, będąc na zakupach dorwałem w jednym ze sklepów wisiorek z krzyżykiem i blaszkami, na których wygrawerowany został werset z pierwszego rozdziału "Listu św. Pawła do Rzymian". Werset głosi:

"nie wstydzę się Ewangelii, jest bowiem ona mocą Bożą ku zbawieniu dla każdego wierzącego"

Czemu miałbym się wstydzić tego, co mnie określa. czemu miałbym się wstydzić moich pasji, tego co kocham robić i osób, z którymi kocham przebywać. Bóg jest odpowiedzią na całe moje życie gdyż wierzę, że jest jego przyczyną. Zawsze ma pierwsze miejsce w moim sercu gdyż, wśród moich pasji, On ma największy wpływ na to kim jestem, i na to jakim mnie widzi świat.

wtorek, 11 maja 2010

Jabłko i pingwin

Jabłko. Wyobraź sobie, że chcesz kupić jabłko. Oczywista sprawa: podchodzisz do straganu, bierzesz jabłko do ręki, druga ręką płacisz złotówkę, pani uśmiecha się życzliwie i ... wyciąga spod lady licencję. Mówi ci, że musisz ją podpisać, jeśli chcesz zjeść jabłko. Czytasz więc licencję a w niej jest napisane:
1) że nie jesteś właścicielem jabłka, jest ono własnością pani, która jest właścicielem sadu;
2) że posiadasz prawo do zjedzenia jabłka;
3) że nie posiadasz prawa aby się jabłkiem podzielić;
4) że nie wolno ci jabłka umyć, wytrzeć i obrać ze skórki, chyba że wodę, ściereczkę lub nożyk też kupisz;
5) że nie wolno ci zaglądać do ogryzka, wykrajać go lub wydłubywać pestek - masz zjeść jabłko takim, jakie jest;
6) i pod żadnym pozorem nie wolno ci pestek zasadzić!

Niezły absurd. Mało kto by poszedł na taki układ, prawda? A masz Windowsa? A masz może parę kupionych programów na komputerze? Jeśli tak, to znaczy, że już poszedłeś/poszłaś na taki układ. Smutne ale prawdziwe.

Rynek usług informatycznych dopiero raczkuje. A jeśli jakaś idea jest młoda, często jej twórcy, ojcowie, naginają zasady zdrowego rozsądku aby zwyczajnie, trzepać z tego kasę (poczytaj jak wyglądały początki kapitalizmu.. to chyba najlepszy przykład). Uwierzcie mi - wytwarzanie oprogramowania wcale nie jest tak drogie, jak twierdzą informatycy. Raz uzyskany kod programu, powielasz praktycznie za darmo. Jakbyś sadził jabłonie z pestek. Ale informatycy, programiści i cała zgraja innych specjalistów mają tendencję do "zamykania' swojego kodu, aby nikt nie miał wglądu w to jak działa program i nie mógł go skopiować i zmodyfikować. Żeby nikt inny, tylko oni, czerpali z niego finansowe korzyści. A gdy sprzedają swoje "jabłko", każą podpisać licencję.

Masz Windowsa? Zapłaciłeś za niego? Cieszysz się? To teraz cię rozczaruję... kupiony przez ciebie system wcale nie należy do ciebie. Cały czas jest własnością firmy Microsoft. Ty masz tylko licencję na jego używanie. Kupiony przez ciebie Windows nie jest i nigdy nie był twój!

Ja nie krytykuję polityki tych firm. Oni mają do tego prawo. Ja się zastanawiam tylko jak myślący człowiek może się zgodzić na taką ofertę. Wychodzę z założenia że przyczyna jest jedna: monopol.

Jeśli myślisz że nie masz konkurencyjnej alternatywy w którą mógłbyś wyposażyć swój komputer, to powiem ci, że się mylisz. Słyszałeś o Otwartym Oprogramowaniu (tzw. Open Source)? Nie? A słyszałeś o przeglądarce internetowej Firefox? Jeśli z niej korzystasz, to znacz że używasz otwartego oprogramowania. Idea tego jest prosta: programy są darmowe, każdy ma do nich wgląd, można je dowolnie modyfikować i ulepszać oraz przekazywać innym za darmo. Istnieje wiele innych programów otwartych. Np. OpenOffice (darmowy klon Microsoft Office). Nie musisz płacić za większość posiadanych programów, istnieją ich darmowe wersje. Różnią się nieznacznie od swoich płatnych odpowiedników. Odrobina cierpliwości i jeden lub dwa wieczory wystarczą aby się ich nauczyć.

A na samym szczycie tego wszystkiego jest Linuks - darmowy system operacyjny. Pozwólcie, że na wstępie obalę parę mitów na temat Linuksa:
- Linuks nie jest trudny: jeśli nauczyłeś się Windowsa w tydzień, tyle samo zajmie ci odkrywanie Linuksa.
- Linuks jest bezpieczny: otwarty kod źródłowy zapewnia wysokie bezpieczeństwo + istnieje około 860 wirusów na Linuksa (sprawdź na wikipedii).
- Linuks współpracuje z komputerem - Linuks samodzielnie wykrywa i konfiguruj sprzęt. Mój Linuks połączył mi się z siecią WiFi (bezprzewodowe połączenie) w mgnieniu oka. Mimo że moja karta sieciowa oficjalnie nie współpracuje z systemem Linuks.
- Nie trzeba być specjalistą lub informatykiem aby umieć korzystać z Linuksa: musisz po prostu przygotować się na to, że nie wszystko będziesz wiedzieć od razu. Nauka potrwa tydzień lub dwa.
- Linuks nie jest pozbawiony profesjonalnej pomocy technicznej: uwierz mi, pasjonat o otwartym sercu, będący częścią społeczności Linuksa, pomoże ci bardziej niż informatyk-bufon, siedzący przy telefonie w centrali Microsoftu. Fora Linuksowe są pełne pomocnych dłoni.

Pingwinek Tux - maskotka linuksa.
Breloczek zrobiony dla mnie przez narzeczoną:)

Mógłbym tak pisać i pisać długo. Ale nie to jest moim celem. Nie chciałem reklamować Linuksa. Tylko ideę, w której solidne oprogramowanie do komputera jest darmowe, otwarte na analizę i nie obarczone rygorem prawnym.

Pamiętaj, nie można mieć Windowsa. Można mieć tylko licencję na jego używanie.
A gdy ktoś podaruje ci Linuksa, należy on do ciebie. Od pulpitu, po jądro systemu, możesz w nim gmerać, grzebać, zmieniać go, modyfikować, nawet współtworzyć.

Oprogramowanie komercyjne: solidność osiągnięta pieniędzmi, wymagająca zaufania do twórców.
Oprogramowanie Open Source: solidność osiągnięta współpracą i otwartością twórców-wolontariuszy z całego świata.

Dzielić się jest lepiej niż płacić i brać. Być częścią społeczności, współtworzyć z nią dla korzyści wszystkich - to idea która przemawia do mnie. Idea Otwartego Oprogramowania. Idea społeczności i wyboru. Przemyśl to.