Jednego dnia myślisz, że życie się ustabilizowało i zaczynasz nowy rozdział, drugiego okazuje się, że ciągle jesteś w pół drogi do celu. Męcząca perspektywa. Jednak tylko ona się rysuje w moim życiu. Muszę się przygotowa“ na zmian ciąg dalszy, gdyż jeszcze Bóg nie doprowadził mnie do upragnionego miejsca. I tak myślę, że w życiu musimy być bardzo elastyczni. Zmiany są jakby jedyną stalą wpisaną w nasza codzienność. Czas aby się oswoić z tą myślą.
Ciekawe, że podobnie sprawy się mają z naszymi sercem oraz wiarą. One są w nieustannym ruchu. Każdego dnia coś się z nimi dzieje i następuje tylko wzrost lub rozpad. To tak jakby serce chybotało się raz w przód, raz w tył jak beczka na pokładzie okrętu, który płynie przez wzburzone morze.
Jesteśmy zawsze o krok bliżej celu, lub robimy krok w tył. Nie istnieje taki moment w naszym życiu, że sumienie lub wiara są w stanie spoczynku. Tak więc dbajmy o siebie.
Minął miesiąc od ostatniego wpisu. Znów zrobił się zastój a nie lubię tego bardzo. Staram się jak mogę zachować jakąś regularność we wpisach. Ostatnio jednak dużo się wydarzyło i nie miałem czasu przysiąść na chwilę aby napisać jakiekolwiek wyjaśnienie. Postaram się streścić w tym wpisie wydarzenia z ostatniego miesiąca.
Zaczęło się od modlitwy. Kilka nocy pod rząd skarżyłem się Bogu na zastój w moim życiu. Czułem się wyczerpany pracą, służbą, brakiem perspektyw... byłem zawieszony gdzieś pomiędzy rzeczywistością i pragnieniami rozwoju, przygotowania do ślubu, etc. Czułem się jak dzikie zwierze, zamknięte w klatce. Jak kwiat, który zaczął wzrastać pod asfaltem i nie może się przebić do słońca. Byłem bezsilny wobec wszystkiego wokół.
Zacząłem się modlić o to, aby Bóg pozwolił mi na zmianę otoczenia, na uwolnienie. Potrzebowałem tego, bo moja wiara słabła z każdym dniem - była jak masło rozsmarowane na zbyt wielu kromkach chleba. Bóg zareagował zdumiewająco szybko. Zawsze zwlekał w moich sprawach. Tym razem zadziałał zanim skończyłem się modlić.
Po zamknięciu Klubu Smok (i mojej świetlicy) remont trwał i trwał. W trakcie owych prac dostałem wiadomość od mojego przyjaciela, że u niego w firmie jest rekrutacja i poszukują kogoś na stanowisko managera. Skorzystałem z okazji, złożyłem CV i zostałem zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną. Nowa praca była mi potrzebna abym mógł myśleć o ślubie. Miałem pewność, że świetlica nie ruszy z powrotem do września co da czas dyrekcji OCK na znalezienie kogoś na moje zastępstwo.
Dostałem nową pracę. Tydzień później przeprowadziłem się do Warszawy aby na okres próbny zamieszkać u mojego przyjaciela Joe. Dzięki temu do pracy zacząłem dojeżdżać w 20 minut. Mam też czas na spotkania z Ukochaną oraz czas na samotne spacery po mieście. Mam również możliwość spotykania się z młodzieżą w weekendy, dojeżdżania na nabożeństwa do Otwocka i perspektywę grupki w miejscu zamieszkania. A dziś udało mi się trafić do kościoła ulicznego, który organizuje środowe nabożeństwa w centrum Warszawy.
Zostałem uwolniony... oddycham, żyję, mam świetną pracę i masę perspektyw. Momentami czuje się jak na wakacjach. Innym razem jak w szkole biznesu gdyż w pracy wszyscy są pomocni i wyrozumiali dla mnie - nowego kolegi bez doświadczenia.
W tłumie staram się być niewidzialny. Dla przyjaciół staram się być cennym kompanem. W ciszy odnajduję odpoczynek. W Bogu - sens życia. W ludziach dostrzegam dobro. A w świecie wiele zła. Uczę się żyć, mimo że czuję się pielgrzymem na ziemi. Jestem kim jestem. Już prawie chwyciłem szczęście za ogon.
Bóg w obozie koncentracyjnym
-
Wiele zarzutów kieruje się pod adresem Boga. Jednym z nich - najczęściej
podnoszonym przez krytyków wiary - jest zarzut dotyczący zła. Przybiera on
różne ...