Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą zmiany. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 18 sierpnia 2011

Zmian ciąg dalszy

The only constant is change
Nothing remains the same
The only constant is change
There is only growth or decay
- As I Lay Dying -

Jednego dnia myślisz, że życie się ustabilizowało i zaczynasz nowy rozdział, drugiego okazuje się, że ciągle jesteś w pół drogi do celu. Męcząca perspektywa. Jednak tylko ona się rysuje w moim życiu. Muszę się przygotowa“ na zmian ciąg dalszy, gdyż jeszcze Bóg nie doprowadził mnie do upragnionego miejsca. I tak myślę, że w życiu musimy być bardzo elastyczni. Zmiany są jakby jedyną stalą wpisaną w nasza codzienność. Czas aby się oswoić z tą myślą.

Ciekawe, że podobnie sprawy się mają z naszymi sercem oraz wiarą. One są w nieustannym ruchu. Każdego dnia coś się z nimi dzieje i następuje tylko wzrost lub rozpad. To tak jakby serce chybotało się raz w przód, raz w tył jak beczka na pokładzie okrętu, który płynie przez wzburzone morze.

Jesteśmy zawsze o krok bliżej celu, lub robimy krok w tył. Nie istnieje taki moment w naszym życiu, że sumienie lub wiara są w stanie spoczynku. Tak więc dbajmy o siebie.

środa, 25 maja 2011

Zmiany, zmiany, zmiany...

Minął miesiąc od ostatniego wpisu. Znów zrobił się zastój a nie lubię tego bardzo. Staram się jak mogę zachować jakąś regularność we wpisach. Ostatnio jednak dużo się wydarzyło i nie miałem czasu przysiąść na chwilę aby napisać jakiekolwiek wyjaśnienie. Postaram się streścić w tym wpisie wydarzenia z ostatniego miesiąca.

Zaczęło się od modlitwy. Kilka nocy pod rząd skarżyłem się Bogu na zastój w moim życiu. Czułem się wyczerpany pracą, służbą, brakiem perspektyw... byłem zawieszony gdzieś pomiędzy rzeczywistością i pragnieniami rozwoju, przygotowania do ślubu, etc. Czułem się jak dzikie zwierze, zamknięte w klatce. Jak kwiat, który zaczął wzrastać pod asfaltem i nie może się przebić do słońca. Byłem bezsilny wobec wszystkiego wokół.

Zacząłem się modlić o to, aby Bóg pozwolił mi na zmianę otoczenia, na uwolnienie. Potrzebowałem tego, bo moja wiara słabła z każdym dniem - była jak masło rozsmarowane na zbyt wielu kromkach chleba. Bóg zareagował zdumiewająco szybko. Zawsze zwlekał w moich sprawach. Tym razem zadziałał zanim skończyłem się modlić.

Po zamknięciu Klubu Smok (i mojej świetlicy) remont trwał i trwał. W trakcie owych prac dostałem wiadomość od mojego przyjaciela, że u niego w firmie jest rekrutacja i poszukują kogoś na stanowisko managera. Skorzystałem z okazji, złożyłem CV i zostałem zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną. Nowa praca była mi potrzebna abym mógł myśleć o ślubie. Miałem pewność, że świetlica nie ruszy z powrotem do września co da czas dyrekcji OCK na znalezienie kogoś na moje zastępstwo.

Dostałem nową pracę. Tydzień później przeprowadziłem się do Warszawy aby na okres próbny zamieszkać u mojego przyjaciela Joe. Dzięki temu do pracy zacząłem dojeżdżać w 20 minut. Mam też czas na spotkania z Ukochaną oraz czas na samotne spacery po mieście. Mam również możliwość spotykania się z młodzieżą w weekendy, dojeżdżania na nabożeństwa do Otwocka i perspektywę grupki w miejscu zamieszkania. A dziś udało mi się trafić do kościoła ulicznego, który organizuje środowe nabożeństwa w centrum Warszawy.

Zostałem uwolniony... oddycham, żyję, mam świetną pracę i masę perspektyw. Momentami czuje się jak na wakacjach. Innym razem jak w szkole biznesu gdyż w pracy wszyscy są pomocni i wyrozumiali dla mnie - nowego kolegi bez doświadczenia.

I dziękuję Bogu za uwolnienie.