Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grzech. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą grzech. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 października 2012

Moja natura, mój grzech

Dużo rozmyślam o grzechu. Gdy pytam samego siebie o to, jaki jest mój największy grzech, muszę szczerze odpowiedzieć, że jestem fanem wszystkich siedmiu. I chociaż tego nie chcę - wiem, że tak jest. Pytanie, zdawałoby się mądre: czy powinienem siebie takim zaakceptować? Czy raczej przejść przez ogień, zahartować swojego ducha i swoje ciało niczym żelazo aby stać się naprawdę twardym i nieugiętym.

Są ludzie na tym świecie, którym wydaje się, że Bóg wymaga od nich nadzwyczajnego wysiłku każąc im rezygnować z własnej natury. A ja się pytam: komu z nas nie każe? To jedna z cech chrześcijaństwa - zapierać się swojej natury. Dlaczego? Ponieważ to właśnie nasza ludzka natura została spaczona grzechem czego owoce zbieramy codziennie. Cały świat cierpi z powodu relatywizmu moralnego na jaki sobie pozwalamy. Ilu ludzi i ile kultur, tyle odcieni tego co uważamy za dobre. Ale za każdym z tych poglądów stoi grzeszna, ludzka natura. Każda kultura i system moralny dopuszcza jakiś rodzaj grzechu.

Chrześcijanie nie mają komfortu wybierania tego co jest dobre a co jest złe. Trzymają się dawno spisanych zasad. Zasad, które są bardzo trudne do przestrzegania ponieważ godzą w to, co dla nas ludzi jest naturalne. Tak jak posiadanie ręki - to przecież naturalna rzecz, że każdy z nas ma dwie. Ale jeśli ręka prowadzi do grzechu, trzeba się jej pozbyć (proszę nie brać tego dosłownie). Na ucięcie zaś ciężko będzie się zgodzić dobrowolnie a jeśli już się zdecydujemy, będzie bolało. A po operacji zostanie psychiczny dyskomfort - poczucie straty, poczucie że nie jesteśmy już pełnowartościowi.

Trudna sprawa, prawda? W końcu nikt nie obiecał, że chrześcijaństwo to łatwa rzecz.

środa, 27 stycznia 2010

Redefinicja grzechu

Kilka tygodni temu stanąłem przed nowym wyzwaniem. Zrozumiałem że ludzie nie rozumieją. A co za tym idzie, potrzebują zrozumieć. Dlaczego? Przede wszystkim – dla własnego dobra, bezpieczeństwa i spokoju. Dlaczego jeszcze? Bo Bóg chce aby zrozumieli. I dlaczego jeszcze? Dlatego że traktują Chrześcijan jak zacofanych bubków z klapkami na oczach. A więc czego nie rozumieją ludzie? Nie rozumieją czym jest grzech.

Strasznie lubią się tym bawić. Zwłaszcza ci, którym nie starcza sił albo odwagi by wierzyć. Krytykują chrześcijański kodeks postępowania i wydaje im się że nie robimy pewnych rzeczy bo boimy się Pana Boga. Najciekawszą skrajnością w jaka popadają jest ta, że z jednej strony mówią iż dekalog jest bez sensu, a z drugiej strony uwielbiają krytykować chrześcijan, którym ciężko się od przekraczania zasad powstrzymać. Powinni się cieszyć – przecież według ich filozofii, ci ludzie nie zrobili rzeczy bezsensownej.

Dlaczego tak trudno ludziom zrozumieć czemu nie robimy pewnych rzeczy, czemu trzymamy się zasad zawartych w dekalogu. Dlaczego po prostu staramy się nie grzeszyć. Odpowiedź jest prosta... nikt już nie widzi prawdziwego sensu słowa GRZECH. To ciut za stary termin. Ludzie go „nie czają”. Dlatego potrzebna jest nam re-definicja grzechu.

Jak jest powszechnie rozumiany grzech? Jako przekraczanie bożych przykazań. No i to jest całkiem dobra definicja. Tyle że mało kto zadaje sobie pytanie „czym są boże przykazania” a zamiast tego zadają pytanie „po co mam ich przestrzegać”. A to drugie pytanie ma tylko sens gdy znajdziemy odpowiedź na pierwsze. Czym więc one są? Wielu powiedziałoby że są „stertą żydowskiego i chrześcijańskiego widzimisię, które tylko ograniczają moja wolność”. Tacy ludzie zazwyczaj nie maja pojęcia czym jest wolność. Bo możliwość robienia tego co się chce to nic innego jak pozostawanie w niewoli własnego ego. A możliwość dokonania wyboru to tylko chwila, która może zadecydować o tym czy poczujesz się wolnym, czy nie.

Przykazania to nie widzimisię Pana Boga. To coś więcej. A prawdziwe znaczenie dekalogu można odnaleźć czytając Eklezjastes, Księgę Przysłów i Psalmy. Te księgi mówią o mądrości. O tym jak żyć mądrze... żyć tak aby niczego nie brakowało, mieć szczęśliwy dom i rodzinę. Mówią o prowadzeniu, trosce, roztropności... mówią jakich wyborów dokonywać w życiu aby to życie było pełne satysfakcji. I wiecie czego można się nauczyć z tych ksiąg? Tego że grzech ma jeden wspaniały synonim. Jest nim słowo „głupota”.

Powiedz mi że przestępstwo jest rozsądne. Albo cudzołóstwo. Albo kłamstwo. Która z tych rzeczy, gdy ją popełnisz nie zaowocuje z czasem przykrymi konsekwencjami? Może nie za pierwszym razem. Ale może za trzecim lub czwartym. Albo jeszcze później. Tak to jest z głupotą. Pozwolisz sobie na małą głupokę i nie zorientujesz się nawet a staniesz się wielkim głupcem! Twoje życie się poplącze, będziesz się borykał z policją, kochankami, alimentami, alkoholem i kto wie czym jeszcze. Ale to twój wybór.

Ja nie grzeszę nie dlatego że boję się Pana Boga. Bo gdyby to było tylko widzimisię to pewnie olałbym cały ten dekalog jak większość ludzi wokół. Ale dostrzegam w tym prawdziwy rozsądek, prawdziwą mądrość. Nie grzeszę bo nie jestem głupi. I nie chcę się stać głupcem.