Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 lipca 2010

Puzzle

Zaniedbałem swój blog. Mógłbym się usprawiedliwiać, gdyz powodów mam spoo (studia, praca licencjacka, praca zawodowa, etc...) ale nie po to chciałem napisać ten post.

Moje życie po raz kolejny się prostuje. Zaczynam rozumieć kolejne decyzje jakie podejmuje Bóg wobec mojej osoby. Zaczynam wychodzić z jakiejś pustyni duchowej po której włóczyłem się dosyć długo. A w międzyczasie sporo się wydarzyło.

Miałem urodziny. Dokładnie, dwudzieste piąte urodziny. Młodzież i moi przyjaciele zorganizowali mi niespodziankę. Zmówili się wszyscy i zorganizowali ognisko nad Świdrem, a prowodyrem całego zajścia była moja narzeczona - Kinia. Przyszło mnóstwo osób (co widać na załączonym zdjęciu).

Prezentem jaki otrzymałem (również od Kini) na urodziny była “Flo”. Jest ona małym szczurkiem. Od paru dni dzieli ze mną pokój. Jest strasznie żarłoczna. Szczególnie przepada za słonecznikiem i szczurzymi, owocowymi biszkoptami. Planuję rozbudować jej klatkę tak aby miała w niej pięterka. Większość dnia i tak spędza tuptając po moim łóżku.

A w domu mam remont. Odkąd zaczął mi się urlop, pracuję nad porządkowaniem działki i domu po przebudowie. W wolnych chwilach uczę się do ostatnich egzaminów w tej sesji. Dziś zdałem ostatni.

No i najważniejsza rzecz... planuję przyszłość. Ślub, wspólne mieszkanie razem i poszukiwania pracy. Właściwie to ostanie przerwałem w ostatnich dniach. Zrozumiałem, że narazie Bóg potrzebuje mnie w Otwocku, wśród młodzieży na świetlicy. Jeszcze nie skończyłem zadania, które mi wyznaczył. Nie mogę odejść. Ech... idealnym rozwiązaniem byłaby praca na rano, na pół etatu... gdziekolwiek, byle blisko domu.




środa, 15 lipca 2009

14 lipca

Trzeba było to zobaczyć. Była ubrana w zieloną bluzkę i żółtą spódnicę. Mała delikatny makijaż i uśmiech od ucha do ucha, mimo ze cały dzień pracowała. Trzeba było zobaczyć ten stół pełen świec. I tą kolacje. Najpierw podała danie: kurczak, ziemiaczki i cudowna sałatka. Potem skromny tort i deser lodowy. Wszystko miało posmak uczuć i serca. W akompaniamencie światła świec i smaku melodii rozmów i ciszy, wszystko smakowało cudownie. Wszystko smakowało spełnionymi marzeniami.

Kolacja była niezapomniana. A potem film. O sile muzyki i uczuć. Pełen relaks i spokój. Pełne wyciszenie. Pełen luz.

Dziękuję.

środa, 18 lutego 2009

Urodziny

To był trudny dzień. Długo nie kładłem się spać. A gdy wreszcie zasnąłem, w nocy obudził mnie strach, poczucie duszności... wiele zła czułem wokół siebie. Tak jakby całe piekło wsiadło na mnie i próbowało przestraszyć. Ale zacząłem się modlić, śpiewać po cichu pieśni i Duch Święty mnie uspokoił. Zasnąłem ponownie.

Obudziłem się za późno. Szybko się ubrałem, umyłem twarz i wyszedłem z domu bez śniadania. W brzuchu mi burczało, padał gęsty śnieg i było zimno. Zacząłem odśnieżać mój samochód. Dłonie szybko zaczęły mi obmarzać gdyż noszę rękawiczki bez palców. Dziesięć minut minęło zanim ruszyłem w kierunku pracy. Warunki były katastrofalne. Większość drogi jechałem z prędkością 40 na godzinę... szybciej się nie dało. Zresztą po ostatnim wypadku staram się jeździć ostrożniej.

Dojechałem do Otwocka w 35 minut. Zaparkowałem pod sklepami w centrum i wysiadłem z auta. Miałem do kupienia nagrodę dla jednej dziewczynki ze świetlicy oraz prezent urodzinowy dla pewnej wyjątkowej osoby. Spojrzałem na zegarek – była dziesiąta. „Pięknie.” Pomyślałem zdenerwowany. „Powinienem już być w pracy.” Przebiegłem przez ulicę i wszedłem do sklepu z zabawkami. Po kilku minutach wyszukałem grę planszową. Stwierdziłem że będzie ona najlepszą nagrodą. Zapłaciłem kartą i pobiegłem do pobliskiej księgarni.

Nie miałem już czasu więc z miejsca zapytałem sprzedawczynie: „Czy ma pani jakieś książki Paulo Coelho?” Sprzedawczyni podeszła do półki zaczęła przeszukiwać. Po chwili stwierdziła: „Chyba już nic nie zostało. Jeśli to nic pilnego, to będą jakieś w czwartek.” Niestety to było pilne. I tak też odpowiedziałem sprzedawczyni. W tym samym momencie znalazła na półce jakaś książkę: „O! Mamy coś jednak.” Wręczyła mi książkę zatytułowaną „Być jak płynąca rzeka”. Popularny tytuł. Skoro ja go znam, pewnie osoba dla której miałem ją kupić, również. Byłem zdruzgotany. I w tym momencie sprzedawczyni wyciągnęła coś jeszcze: „O jeszcze to mamy!” Wręczyła mi książkę „Największy dar”. Była bardzo ładnie wydana. Od razu pomyślałem że nadaje się na prezent. Otworzyłem na pierwszej stronie i znalazłem tam cytat z ewangelii św. Mateusza. Wiedziałem już, co kupię.

Wybiegłem z księgarni z książką i ruszyłem w kierunku samochodu. Poczułem jak mokry śnieg i woda wdzierają mi się do buta. Spojrzałem w na piętę i zorientowałem się mam dziurę w bucie. A wcale nie były tanie. I do tego moje ulubione. Przełknąłem złość i pobiegłem do auta.

Wkroczyłem do pracy spóźniony 30 minut. Na szczęście nikt tego nie zauważył. Na wejściu dowiedziałem się że dziś będę musiał zamknąć świetlicę wcześniej. Ktoś wynajął salę widowiskową i wymagał absolutnej ciszy. Znów poczułem złość. Nie lubię odprawiać dzieci przed czasem. Zwłaszcza gdy muszę powiedzieć im to na ostatnią chwilę.

Około piętnastej wpadła do mnie przyjaciółka Justyna, aby przechwycić mój prezent urodzinowy (sam nie mogłem jechać na urodziny). Dzieci już wtedy szalały jak zwykle, a mnie zaczynała boleć głowa. Wróciłem do domu około 19 i odpocząłem chwilę. Teraz siedzę przed ekranem komputera i postanowiłem to wszystko opisać. Wiecie dlaczego? Tak myślę, że mimo wszytko to był piękny dzień. W końcu jej urodziny są tylko raz w roku.