czwartek, 1 października 2009

Czas na sąd

Grupa dobiegała końca gdy padło wyzwanie: porozmawiajcie sobie o tym, jak zareagowalibyście, gdyby właśnie w tej chwili wezwano was do niebiańskiego sądu.

Chwilę konsternacji i zastanowienia przerwała pierwsza wypowiedź:
Ja cieszyłabym się że moje życie na ty ziemskim padole dobiegło końca (śmiech). Że wreszcie mogę być z Bogiem. Wiem że cała jestem umazana w grzechu, ze wszystko co robię jest jak ta "szata splugawiona". Stanęłabym przed Nim z niczym, wiedząc że jedyne na co mogę się powołać to usprawiedliwienie, które mam w Chrystusie.

Druga osoba odpowiedziała po chwili ciszy:
Chyba miałbym podobnie. Znaczy... z tą "szatą splugawioną". Powiedziałbym Bogu: Panie, nie jestem święty, nigdy nie byłem. Ale całe życie starałem się służtyć Tobie. Teraz przyjmij mnie takim, jakim jestem, albo mnie odpraw.

Następnie odezwała się starsza siostra:
Ja, podziękowałabym. Za wszystko, za życie całe! Nie było ono łatwe. Dużo wycierpiałam. Ale ja chciałabym podziękować. Za to że moje dzieci służą Bogu, że mam piękne i mądre wnuki... Tak bym zrobiła.

A jaka byłaby Twoja reakcja?

sobota, 19 września 2009

Szukając tożsamości

Jeden dzień wolnego. Z dala od przyjaciół, obowiązków i całej reszty świata. Mogłem pomóc przy sprzątaniu w domu, obejrzeć film Star Trek Nemesis i wybrać się na długi, samotny spacer. I od razu poczułem się lepiej. Siedzę teraz w swoim małym pokoiku na poddaszu, popijam herbatkę i myślę od czego zacząć cały ten post. Może tak:

Dużo wydarzyło się podczas spaceru. Chociaż dla wielu ludzi równa się to tyle co nic, ja jednak miałem okazję zrelaksować swój umysł, pomyśleć o sobie, odpocząć i pomodlić się. Zrobiłem analizę kilku ostatnich miesięcy aby dojść do wniosku że nie potrafię zrozumieć siebie. Człowiek nie potrafi zrozumieć siebie bez Boga.

Bóg, Bóg, Bóg... czytasz tego bloga miesiąc, kilka miesięcy, rok lub jeszcze dłużej. Co chwila natrafiasz na wpisy o Jego działaniu w moim życiu. Zastanawiam się, czytelniku, jak wiele przemyśleń na Jego temat miałeś odkąd zacząłeś tu zaglądać. Czy potrafisz zaakceptować fakt że w Twoim życiu nie ma miejsca na przypadek? Czy potrafisz dostrzec że z chaosu, nicości, przypadku nie może powstać tak precyzyjna struktura jak chociażby DNA? Pierwsze białka nie mogły powstać z niczego. Nie mogły tym bardziej samoistnie zorganizować się w skomplikowaną strukturę DNA. Ja, Ty, Twoi bliscy... nikt z nas nie jest przypadkiem. Czy ośmielisz się powiedzieć że Twoja miłość (uczucie i więź) do najbliższej osoby jest wytworem przypadkowego doboru cząsteczek, komórek, ewolucji, procesu samoporządkowania się nicości w coś? Z punktu widzenia natury jest to zbędne. Miłość jako czysta chemia jest całkowitym zaprzeczeniem teorii doboru naturalnego, samodoskonalenia się, ewolucji gatunków z mniej w bardziej rozwinięte. Może jest jej efektem ubocznym? A może warto to wszystko przemyśleć jeszcze raz?

Ewolucjonizm nie jest filozofią. Nauką też nie... wykracza poza wszelkie granice logicznego rozumowania. Brak w nim początku, przyczyny. Nikt z ewolucjonistów nie zna odpowiedzi na proste pytanie: „Dlaczego? Po co?”.

Logika obala ewolucjonizm. Nie obala jednak teorii stworzenia świata. Pozostaje tylko pytanie o cel naszej egzystencji. Odpowiedź a to pytanie można odnaleźć tylko gdy uznamy istnienie Boga za fakt. A następnie uda nam się odkryć kim jesteśmy.

Kim jesteś człowieku?

c.d.n.

środa, 16 września 2009

Ciągle tęsknię...

Jadąc dzisiaj do domu samochodem zdałem sobie sprawę z tego, że nadal tęsknię. Tęsknię za Bogiem. I dopóki nie trafię do Niego, będę dalej tęsknił. Moja tęsknota za inną rzeczywistością, za światem według Jego projektu, za Jego obecnością... była we mnie od zawsze. Pojawiała się w różnych odstępach czasu, przypominała mi że nie tutaj moje miejsce... taka jest prawda. Moje serce zawsze tęskniło za czymś większym. Zawsze lgnęło do dobra i do źródła tej dobroci. Nieraz nasuwała mi się myśl że może tęsknię za przyjaciółmi. Ale gdy byli wokół mnie, dalej tęskniłem do Nieba. Czasem też myślałem że to tęsknota za posiadaniem dziewczyny... teraz ją mam a moja tęsknota się nie zmieniła. Dalej pragnę być z Nim, dalej mi Go brakuje.
Czekać na spełnienie obietnic. Na nową rzeczywistość. Przygotować się do niej, pokazać ludziom że On jeszcze nie zapomniał o nas i dalej się troszczy, chce nas zachować od głupoty, beznadziei, samotności.
Czekać, pracować wytrwale. Kochać...
To życie wcale nie jest takie trudne.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Jego dobroć

Lęk, niepokój... czułem się perfidnie. Stojąc na nabożeństwie wśród ludzi, których kocham, czułem się źle. Wiedziałem że zwaliłem sprawę i że będę musiał z tym żyć. Modliłem się a łzy co chwila cisnęły mi się do oczu. Nie pozwalałem im płynąć. Stałem tak i modliłem się, przepraszałem, błagałem o wsparcie, pomoc.

Przez ostatni tydzień strącam dla ciebie gwiazdy – Jego obecność uspokoiła mnie. – Wiem że kochasz na nie patrzeć, kojarzą ci się ze spełnionymi marzeniami. A każda z nich jest również moim marzeniem i moją łzą. Paweł, kocham cię. Ty wybrałeś mnie, a Ja wybrałem ciebie. Nie bój się bo nigdy nie przestanę ci dobrze czynić.

Już nie byłem wstanie powstrzymać łez. A gdy popłynęły, szybko je otarłem, aby nikt nie widział.

piątek, 7 sierpnia 2009

Wakacje mijają...

Chciałem napisać coś sensownego. Coś, co natchnie ludzi do działania, pomoże przezwyciężyć trudności. Ale nie czuję się na siłach...

Parę tygodni temu szedłem ulicą zastanawiając się czy zrobiłem coś złego... nasz związek z Kinią przeszedł przez próbę, którą można by nazwać frazą „szacunek wyrażamy poprzez słowa i gesty”. Zastanawiając się wówczas nad własnymi błędami modliłem się o mądrość, która pomoże rozwiązać tamto nieporozumienie. Spotkałem wówczas kobietę, która słyszała o mnie trochę. Pochwaliła mnie za moją pracę z dzieciakami w Otwocku, powiedziała że widzi we mnie anioła. Dziękowała w imieniu całego Otwocka. Wyobrażasz to sobie? Moje poczucie własnej wartości podskoczyło momentalnie bardzo wysoko. Powiedziała też że na urlopie (który wówczas trwał) powinienem pojechać nad morze odpocząć razem z jakąś ładną, kochającą mnie dziewczyną.
A modlitwy Bóg wysłuchał dając Kini mądrość aby być uległą w całej tej sytuacji. Byliśmy bardzo szczęśliwi gdy znów padliśmy sobie w ramiona.

Nad morze pojechaliśmy kilka dni później. Razem z nami pojechali Jurek z Anią oraz Piotrek i Justa. Spędziliśmy tam cały tydzień bycząc się na plaży oraz zwiedzając Kołobrzeg. Dawno tak nie wypocząłem jak podczas tego wyjazdu. Razem z Kinią mieliśmy okazje poruszyć parę ważnych kwestii i jeszcze bardziej się zbliżyliśmy w związku. Docieramy się z każdym tygodniem. Przez ból, płacz, rezygnację z własnych pragnień dla tej drugiej osoby.

A teraz siedzę w domu, zeskrobuję spalony w słońcu naskórek ze swoich pleców i martwię się. Wiem że ona jest tam sama, przeżywa ciężkie dni. A ja nie mogę jej przytulić, wesprzeć. Sam siedzę w domu i walczę ze sobą, własnymi grzechami, pychą, brakami w miłości. Czuję się upadły jak rzadko kiedy. Czekam na odnowę, na to aż Bóg da mi nowe siły i możliwości do działania. I pozostawiam wszystko w jego rękach.

Kiniu, nasze kłótnie o to kto kogo bardziej kocha, nie mają sensu. Sprzeczam się z Tobą jak dziecko dla zabawy a w głębi duszy mam świadomość tego, że nikt nigdy nie darzył mnie taką miłością jak Ty. Dziękuję Ci za to.



W komentarzach, jak zwykle, tekst piosenki.

poniedziałek, 20 lipca 2009

Obóz, Misja, Przyjaciele

Dwa ostatnie tygodnie były pierwszymi tygodniami mojego tegorocznego urlopu. Spracowałem się podczas nich jak mało kiedy.

Zaczęło się od obozu dla dzieci w Radości. Przez tydzień opiekowałem się grupką młodych chłopaków z Otwocka i okolic. Byłem ich cieniem przez 24h na dobę. A w wolnych chwilach pomagałem przy tłumaczeniu warsztatów prowadzonych na obozie i organizowałem po nocach spotkania dla osób zainteresowanych wiarą. Przychodziła na nie garstka osób. Ale cieszyłem się że tej właśnie garstce mogę opowiadać fundamentach wiary, istocie chrześcijaństwa i różnicach doktrynalnych. Jak zwykle starałem się skupić uwagę młodzieży na tym jak stać się chrześcijaninem i jak trwać w chrześcijaństwie. Po raz kolejny mówiłem że w dzisiejszym, rozbitym na denominacje kościele najważniejsze jest aby stać się chrześcijaninem. A wybór kościoła w którym czujemy się dobrze, to sprawa drugorzędna i pozostaje w naszych rękach.

Po obozie nadszedł czas na misję. Razem z Filadelfią jeździliśmy do Góry Kalwarii aby pomagać przy półkoloniach dla dzieci. Joe organizował tam zajęcia sportowe (frisbee, football, baseball). My pomagaliśmy. Ostatniego dnia półkolonii byliśmy na zamku w Czersku. Przywiozłem ze sobą drewniane miecze i mój żelazny półtorak. Dzieci były zachwycone mogąc potrzymać tego typu broń w rękach. Misja skończyła się szybko. Zrbilismy pierwszy krok do miasta, które Bóg kładzie nam na sercu.

Miałem też okazję odwiedzić w sobotę moich starych przyjaciół. Zaproszono mnie na ognisko od Józefowa gdzie przez pół nocy gadaliśmy, śmialiśmy się, jedliśmy kiełbaski itp. Czas wygłupów i dobrej zabawy, dyskusji i przemyśleń. Dobry czas.

A wczoraj mieliśmy zwykłą niedzielę. I jak to już zwykle bywa, był to wspaniały dzień. Zaczął się od nabożeństwa na które przyjechało wielu gości. Podczas niego Marek, nowo zapoznany przyjaciel z Radości, prosił o modlitwę o uzdrowienie. A po nabo cały dzień spędziliśmy na graniu w Osadników, Agricole, jedzeniu naleśników, gadaniu i dyskutowaniu. Kinia uczyła się jeździć Suzą po mieście, sprzątaliśmy mieszkanie naszych przyjaciół... robiliśmy wszystko aby pozostać szczęśliwymi. Był to szalony i piękny dzień.

Przede mną tydzień pracy w domu (malowanie) oraz prowadzenia Kursu Filip. A potem jadę do Kołobrzegu. Mam nadzieje odpocząć w ostatnim tygodniu mojego urlopu nad brzegiem morza.

środa, 15 lipca 2009

14 lipca

Trzeba było to zobaczyć. Była ubrana w zieloną bluzkę i żółtą spódnicę. Mała delikatny makijaż i uśmiech od ucha do ucha, mimo ze cały dzień pracowała. Trzeba było zobaczyć ten stół pełen świec. I tą kolacje. Najpierw podała danie: kurczak, ziemiaczki i cudowna sałatka. Potem skromny tort i deser lodowy. Wszystko miało posmak uczuć i serca. W akompaniamencie światła świec i smaku melodii rozmów i ciszy, wszystko smakowało cudownie. Wszystko smakowało spełnionymi marzeniami.

Kolacja była niezapomniana. A potem film. O sile muzyki i uczuć. Pełen relaks i spokój. Pełne wyciszenie. Pełen luz.

Dziękuję.