Blog o życiu blisko Boga i zmaganiach zwykłego chrześcijanina.
Ojej. Pierwszy raz w życiu czuję się szczęśliwy że skończyły się ferie. A to dlatego, że podczas tych, które się właśnie skończyły pracowałem na dwóch obozach dla dzieci. I teraz jestem wyczerpany na maksa. Ale mogę odpocząć... wreszcie odpocząć.
Pierwszy obóz to było zimowisko w Kubie Smok. Trwało ono przez dwa tygodnie i było imprezą dla 40 dzieci z Otwocka. Było miłe i spokojne. Dzieci były grzeczne a robota sympatyczna. Nic tylko zakasać rękawy i pracować.
Drugi obóz był zorganizowanym przez Chrześcijańską Fundację Radość. odbywał się na terenie WBST w Radości. Przez cały tydzień dojerzdżałem na obóz popołudniami. Nie mogłem być na całym z powodu półkolonii o których pisałem wcześniej.
Cały obóz był udany. Sporo czasu spędziłem na pogłębianiu relacji z dzieciakami z mojej świetlicy i z dzieciakami z różnych innych placówek opiekuńczo-wychowawczych. Miałem też okazję dużo rozmawiać o Bogu... i wiele się nauczyłem. Jak zwykle zresztą. To co najbardziej mnie szokuje wśród dzieci, to fakt, że mogę się od nich naprawdę wiele nauczyć. Jezus też o tym mówił... jeżeli nie stanie cie się jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebios... niezły jazz.Ostatni wieczór obozu był wyjątkowy jak zawsze. Dzieciaki wzruszały się na maksa i jedno po drugim oddawały swoje serca Jezusowi. I oto chodzi. My okazujemy im miłość Boga. A one dziękują za to jemu. Chwała, chwała, chwała...
Dwa dni temu (w czwartek, 20 grudnia) wybrałem się razem z przyjaciółmi do Międzylesia. Naszym celem było zaśpiewani paru kolęd dla dzieciaków przebywających na onkologii w Centrum Zdrowia Dziecka. Spotkaliśmy się o godzinie 19 na holu przy głównym wejściu. Było nas sześć osób (Piotrek, Monika, Jurek z Małgosią, Karolina i ja). Mieliśmy ze sobą torbę pełną cukierków, czerwone czapki z pomponami, białą gitarę i czarny klarnet:). Byliśmy gotowi.
Pamiętam jakie silne zdenerwowanie czułem gdy jechaliśmy ściśnięci w windzie. Pierwszy raz od dawna dopadł mnie tak silny stres. Ale szybko ogarnąłem emocję. Jechałem tam nie sam i wiedziałem że mam na tyle siły aby znieść każdy widok.
Gdy szliśmy korytarzem od razu dorwały nas dzieciaki. Zobaczyły nasze czerwone czapki i zaczęły sypać tekstami w stylu: „Znów jacyś mikołaje?” Widać dosyć często są odwiedzane przez ludzi dobrej woli. Przebiegły przez korytarz w kierunku świetlicy, na której mieliśmy śpiewać. Wszystkie wyglądały na około 8 do 10 lat. Wszystkie biegały w piżamach i nie miały włosów.
Już wtedy, idąc na świetlicę, wiedziałem że będzie dobrze. Że uda mi się być dla tych dzieci silnym i radosnym. One takie były. A Bóg momentalnie wlał w moje serce tyle miłości, ciepła i spokoju, że nic nie było wstanie mnie zniechęcić.
Na świetlicy zaśpiewaliśmy kilka kolęd. Potem jedną chrześcijańską piosenkę a zaraz potem Yuro pokazał dzieciakom jak się robi beatbox. Były zachwycone. Rozdaliśmy cukierki i ruszyliśmy aby zagrać piosenki w kilku pokojach dla tych dzieciaków (i młodych ludzi), którzy nie mogli do nas przyjść.
Tego dnia widziałem wiele uśmiechów na twarzach. I to u osób, które często mają problemy z patrzeniem z nadzieją w przyszłość. Wydaje mi się że tę nadzieję udało nam się przynieść do tego miejsca. Chwała za to Panu.
zbudź się zbudź
powstań chodź
nigdy nie poddawaj się
któż jest taki jak On
w Jego mocy zawsze stój
Dziś był dzień pełen śmierci. Umarły te wszystkie problemy i kłopoty na które skarżyły się dzieciaki z mojej świetlicy. I tak Mariolka i Monika wróciły z Domu Dziecka do siebie do domu. Ania pogodziła się z mamą i powiedziała jej mnóstwo ciepłych słów. Karolinka odrobiła -40 punktów poprzez prace na świetlicy i odrabianie pracy domowej. Jednak Bóg nad wszystkim czuwa. I przynosi przełomy w najmniej oczekiwanych momentach. Chwała mu za to! Teraz czas rozprawić się z papierochami, które cześć dziewczyn popala :P